Moja sytuacja była beznadziejna, jako osoba w czynnym uzależnieniu od narkotyków, wplątałam się w dziwne układy z „bardzo nieodpowiednimi ludźmi”. W marcu minie sześć lat, jak dzięki potężnej łasce Boga, z pełną świadomością pisanych słów, jestem wolna od uzależnienia, tak konsekwencje moich wcześniejszych wyborów, całym ciężarem dogniatały mnie do ziemi – szczególnie kredyt, który wzięłam, a trafniej, „pomogli” mi wziąć. Opiewał na kwotę 520 000,00. Po ośmiu latach zmagań, trudnych zdarzeń i sytuacji i tej strasznej zależności od osób, z którymi, świadomie nigdy nie chciałabym wejść na jedną drogę, coś we mnie pękło. Przede wszystkim wezbrało we pragnienie wolności, zmiany, a co najważniejsze przestałam się ich bać. Moje starania i podjęte działania niestety nie przynosiły sensownych efektów. Któregoś dnia, wychodząc z kościoła, zobaczyłam na stoliczku obrazek: „Skromny i Skuteczny, na pewno pomoże!” – Wenanty Katarzyniec – nie znam go – zabieram ze sobą. Modliłam się i ufałam, nie wpadałam w „dygot”, jednak nastał taki dzień, w którym dogłębnie poczułam beznadziejność sytuacji, w której jestem. Moja modlitwa była krzykiem, prosiłam Wenantego o pomoc z zaciśniętymi pięściami… raptem podniosłam się z ziemi, dosłownie i w przenośni i poszłam do kościoła zamówić mszę dziękczynną za „tamtego” człowieka – za zakończenie tej sprawy. Msza odbyła się 20.12.2020 r., a w piątek 08.01.2021 na konto wpłynęła kwota w wysokości całkowicie spłacającej kredyt, złożyłam dyspozycję jego zamknięcia, a wczoraj dostałam wiadomość: „Informujemy, że kredyt o końcowych numerach… został zamknięty”. Mogę napisać, że znowu zaczynam nowe życie, choć to jeszcze nie wszystko, co jest do uregulowania, jednak z tak Ogromnym Wstawiennikiem, kroczę śmiało porządkować swoje życie.

Anna