Łzy szczęścia i wdzięczności…

Szczęść Boże! Ojciec Wenanty pojawił się w moim życiu mniej więcej 1,5 roku temu, usłyszałam o Nim w radiu Plus, była nadawana audycja z panem Terlikowskim, wtedy to „poznałam” Ojca Wenantego. Od tamtego dnia modlę się do Niego i przez Niego codziennie. W tamtym też czasie zaczęły się nasze problemy finansowe w rodzinnej firmie, długi narastały, były też i inne różne przykre wydarzenia, ale ja płacząc po cichu, modliłam się. W zasadzie zawsze otrzymywałam jakieś wsparcie z Niebios za wstawiennictwem Ojca Wenantego, ale działo się to w różnych okresach czasowych, ja modliłam się każdego dnia i nie za bardzo umiałam określić ten rodzaj cudu. Do czasu! W zeszłym tygodniu (dodam, że mieliśmy kilka podatków VAT do spłacenia, robiliśmy to sukcesywnie w miarę środków ale są też i inne ważne wydatki) klęknęłam do codziennej wieczornej modlitwy, zaczęłam się w tej niemocy zastanawiać, czy czasem nie naprzykrzam się Ojcu Wenantemu, czy nie pomodlić się nowenną np. do św. Szarbela, ale stwierdziłam, że jak będę modlić się do jednego i do drugiego, to skąd będę wiedzieć, o którym dać świadectwo, po krótkim namyśle stwierdziłam, że pozostanę przy Ojcu Wenantym jeszcze. Na drugi dzień rano zadzwoniła do mnie córka i powiedziała w wielkim szczęściu i zdumieniu, że klient, który nigdy nie robił dużych zamówień, złożył zamówienie, które przekraczało nasze oczekiwania, w zasadzie nikt nigdy takiego zamówienia u nas nie złożył. Łzy szczęścia i wdzięczności popłynęły mi z oczu, ja wiedziałam skąd ta pomoc, bezpośrednio po moich rozterkach czy dalej się modlić do Ojca Wenantego. Część długów spłaciłam, modlę się dalej z wielką ufnością i podziękowaniami. Co my biedni uczynilibyśmy bez wsparcia Niebios. Załączam pozdrowienia.

Beata

30 października 2019|