Świadectwa osób, które otrzymały łaski za wstawiennictwem sł. B. Ojca Wenantego:

Rok 2018

Jeżeli doświadczyłeś/aś łaski za wstawiennictwem sł.B. o. Wenantego i chcesz się nim podzielić – Napisz do nas

          Mam 26 lata, z wykształcenia jestem farmaceutą, psychoterapeutą, obecnie studentką prawa sądowego. Miałam zaburzenia termoregulacji, które były bardzo ciężkie w przebiegu. Opiszę na czym to polegało: Przegrzewałam się, mówiąc potocznym językiem: mój organizm miał problem z oddawaniem ciepła i w sytuacjach kiedy organizm jest bardziej ogrzewany (upał, wysiłek fizyczny, nieodpowiedni ubiór) nie było równowagi między kumulacją a oddawaniem ciepła, mechanizm oddawania ciepła funkcjonował źle i przegrzewałam się. Kilka razy już miałam udar cieplny. Latem ogromnie mnie to męczyło. W gorące dni w ogóle nie mogłam wychodzić z domu, nie mogłam funkcjonować w cieple, dostawałam gorączki i jeżeli ekspozycja na ciepło nie została przerwana gorączka rosła, dostawałam udaru cieplnego (temperatura rosnąca do ok. 40-42 C, bóle i zawroty głowy, wymioty, utrata przytomności). Doszło do tego, że na studiach jako jedyna studentka mam indywidualny tok studiów i indywidualną sesję egzaminacyjną. Przez całe studia jestem pod opieką Uniwersyteckiego Centrum Wsparcia i Rehabilitacji osób niepełnosprawnych – bez tego moje studia byłyby niemożliwe. Choroba rzuciła cień na moje studia, ale uczelnia bardzo mi pomogła i umożliwiono mi jako nadzwyczajnemu przypadkowi zupełnie indywidualne studiowanie.

          Mieszkam na 3 piętrze w bloku, okna wychodzą na południowy – zachód i latem nasze mieszkanie nagrzewa się. W upały temperatura w mieszkaniu jest wysoka. Ja dostałam udaru cieplnego nawet siedząc w mieszkaniu. Podczas upałów nie byłam w stanie funkcjonować nawet we własnym mieszkaniu: polewałam się chłodną wodą, zamrażałam butelki z wodą, piłam zimną wodą, robiłam okłady ale i tak temperaturę ciężko było zbić. Rodzina bardzo mi pomagała i razem ze mną przechodziła ten koszmar ale nie dało się tak funkcjonować, musieliśmy zamontować klimatyzację. W ciepłe dni siedziałam jak w więzieniu zamknięta w małym klimatyzowanym pokoiku. W upały nie mogłam nawet chodzić swobodnie po mieszkaniu, gdy przebywałam poza klimatyzowanym pokoikiem zaczynałam się przegrzewać, stopniowo coraz bardziej i w dość krótkim czasie. W ciepłe letnie dni na dwór wychodziłam tylko wieczorem lub w nocy (wtedy gdy temperatura spadała). Jednym słowem starałam się jakoś sobie z tym radzić i funkcjonować najlepiej jak mogłam, choć nie było to proste a całe zaburzenie czyniło mnie po prostu osobą niepełnosprawną. W praktyce było to ogromnie uciążliwe. Stwierdzono, że to zaburzenie ma prawdopodobnie neurologiczne podłoże. Proponowano mi pobyt w Krakowie na oddziale zajmującym się rzadkimi chorobami ale jednocześnie sugerowano mi, że nie ma to większego sensu leczniczego, a raczej będzie miało bardziej eksperymentalny charakter jako, że takie zaburzenie neurolodzy definiowali jako chorobę bardzo rzadką, z którą w swojej karierze jeszcze się nie spotkali. Neurolodzy, którzy mnie konsultowali i leczyli mówili wprost, że niestety nie znają żadnej metody leczenia tego zaburzenia, że nie ma możliwości leczenia tego. Z każdym rokiem zaburzenie to pogłębiało się. Fakt, że nie można z tym nic zrobić, i że zaburzenie się pogłębia był dla mnie nie do przyjęcia, starałam się żyć najbardziej normalnie jak to możliwe.

         W sierpniu byłam na rekolekcjach w Kalwarii Pacławskiej wraz ze wspólnotą. Ponieważ było ciepło siedziałam cały dzień w domu pielgrzyma, wieczorem wyszłam z mamą na spacer. Podczas zakupów w sklepiku z pamiątkami dostałam folder o ojcu Wenantym. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Spacerując wieczorem z mamą natrafiłam na jego grób (nie wiedziałam, że tam jest) i przypomniałam sobie o tym folderze, który miałam w torebce, zainteresowałam się, kto to jest? Uklękłam na jego grobie i zaczęłam się modlić. W modlitwie opowiedziałam o. Wenantemu o sobie i prosiłam o uzdrowienie lub jeśli nie można mnie uzdrowić to żeby chociaż mi jakoś pomógł. Przeczytałam że był chory i zmarł młodo, poczułam w swoim sercu, że jest mi bardzo bliski bo tak jak i ja był chory jako młoda osoba i też na pewno przez chorobę nie wszystko mógł robić i choroba na pewno go ograniczała jakoś, a z drugiej strony jako młody człowiek na pewno chciał normalnie funkcjonować i normalnie żyć, tak jak ja… Powiedziałam mu w modlitwie to wszystko i powiedziałam, że jego postać bardzo trafia do mojego serca, bo przez chorobę w pewien sposób jesteśmy do siebie podobni i powiedziałam w modlitwie, że podziwiam go, że na pewno z taką cierpliwością musiał znosić chorobę i wszelkie ograniczenia, i że chciałabym go naśladować i uczyć się takiej cierpliwości i powiedziałam, że podziwiam go, że jak był chory to pomimo ograniczeń starał się robić tak wiele ponad siły dla Pana Boga i dla innych ludzi i powiedziałam, że chociaż nie dorastam w ogóle do jego doskonałości to będę się starała go w tym naśladować. Opowiedziałam w modlitwie jak mi jest ciężko czasami i jak bardzo chciałabym być zdrowa, jak bardzo marzę o tym żebym mogła latem normalnie wychodzić na dwór. Po powrocie do domu pielgrzyma wyjęłam z torebki folder, już krócej ponowiłam modlitwę i prosiłam, żeby mnie uzdrowił. Postawiłam sobie folder na szafce koło łóżka i poszliśmy spać.

          Następnego dnia był rekordowy upał ok. 34-35C w cieniu. Zdrowi ludzie wysiadali. Wstałam wcześnie rano, aby zdążyć się umyć zanim trzeba będzie włączyć mi klimatyzator (nadmienię iż w domu pielgrzyma również miałam klimatyzację. Miałam przywieziony przenośny klimatyzator, specjalnie zakupiony na ten wyjazd). Na dworze zaczynało się robić coraz cieplej, a ja w ogóle tego nie odczuwałam. Było jeszcze rano, tata poszedł do sklepu po wodę mineralną, wraca i mówi, że jest potworny upał. Z przyzwyczajenia już chciałam włączyć klimatyzację i zdałam sobie wtedy sprawę, że nie jestem przegrzana i czuję się dobrze. Po raz pierwszy od tylu lat nie potrzebowałam klimatyzacji. Wstałam rano i po prostu byłam już zdrowa. Sama temu nie wierzyłam, ale czułam się dobrze i miałam normalną temperaturę, nie „nabierałam” temperatury. Nie dowierzałam temu co się stało i dopiero po kilku godzinach zdecydowałam się wypróbować, co będzie jak wyjdę na dwór. Najpierw ostrożnie usiadłam w cieniu na ławce pod domem pielgrzyma pewna, że za chwilę dostanę gorączki, mimo wszystko czułam, że powinnam spróbować, czułam taką pewność, że jestem zdrowa choć sama w to nie wierzyłam jeszcze.

          Minęło pół godziny, godzina, półtorej…, a ja się nie przegrzewam. Upał był przeokropny, zdrowi ludzie się źle czują, a mnie nic nie dolega. Można by to porównać do tego, że człowiek, który kilka lat utykał poważnie na nogę nagle chodzi prosto. Nie mogłam się tym po prostu nacieszyć! Czasami nawet całymi tygodniami zamknięta w małym pokoiku pod klimatyzatorem, a tu nagle normalnie mogę chodzić po dworze i to jeszcze w tak wielkim upale.

          Tego samego dnia pojechaliśmy ze wspólnotą nad rzekę. Na wszelki wypadek, gdyby uzdrowienie okazało się tylko chwilowe, zaopatrzyłam się jeszcze w lodowatą wodę, lody, parasol. Okazało się to wszystko niepotrzebne. Kilka godzin spędziłam chodząc po słońcu w upale ok. 34C w cieniu, była to dla mnie zupełna nowość, jeszcze poprzedniego dnia było to dla mnie tak samo możliwe jak chodzenie po marsie bez butli tlenowej. Było to po prostu przy mojej chorobie nierealne i pozostawało w sferze marzeń nie do spełnienia. Poprzedniego dnia leżałam w pokoju przegrzana i robiłam okłady, a teraz w tak ekstremalnym upale normalnie funkcjonowałam. Nie dostałam gorączki, nie przegrzałam się, miałam normalną temperaturę i znosiłam ciepło jak zdrowy człowiek. Chciałam nadmienić jeszcze jedną rzecz, a mianowicie pewną moją obserwację: być może jest to mało ważne ale siedząc nad rzeką w tym upale po raz pierwszy zauważyłam, że mam ubranie mokre od potu, nigdy wcześniej w upale nie byłam spocona. Siedziałam nad rzeką, było mi gorąco i pociłam się bardzo. Wcześniej w upale siedziałam i po prostu „nabierałam temperatury” a nie pociłam się wcześniej. Obserwowałam innych uczestników pielgrzymki – również mieli mokre koszulki. Zdałam sobie wtedy sprawę że mój organizm po raz pierwszy zaczął zdrowo walczyć w wysoką temperaturą czego wcześniej nie robił.

          Od tamtej pory jestem zdrowa. Wróciłam do domu, upały powtarzały się, czuję się dobrze, klimatyzator w ogóle nie jest już używany, został już nawet rozmontowany od razu po powrocie z Kalwarii Pacławskiej, nie przegrzewam się, nawet w bardzo gorące dni normalnie chodzę po dworze i nie mam żadnych objawów przegrzewania.

         Uważam że to o. Wenanty uprosił dla mnie uzdrowienie z choroby, to za jego przyczyną wyzdrowiałam. Dziękuję Panu Bogu za to że jestem zdrowa.

Ilona z świętokrzyskiego

          Pragnę złożyć świadectwo za otrzymane błogosławieństwo za przyczyną o. Wenantego Katarzyńca. Od 3 miesięcy jestem bez pracy, a tym samym w trudnościach finansowych. .Jakiś czas temu dowiedziałam się o łaskach, jakie wyprasza Sługa Boży o.Wenanty. Przekonał mnie również wywiad z panem Terlikowskim, który dał świadectwo wyproszonych próśb.

          Postanowiłam odmówić Nowennę do o.Wenantego, prosząc o dobrą pracę i błogosławieństwo finansowe. Po kilku dniach otrzymałam 2 oferty pracy, po skończonej Nowennie otrzymałam trzecią ofertę. W dwa miejsca zostałam już zaproszona na spotkanie. Wierzę w pomyślne zakończenie tych spotkań. Dodatkowo w ostatnim dniu Nowenny dowiedziałam się, że należy mi się znaczna kwota z rozliczenia, o czym wcześniej w ogóle nie wiedziałam. Złożyłam korektę i czekam na pieniążki.

         Wierzę, że te wszystkie cuda wyprosił mi o.Wenanty za co pokornie dziękuję. Obiecałam o.Wenantemu, że złożę świadectwo i będę rozgłaszać wszędzie Jego skuteczne wstawiennictwo co też czynię.

          Niech będzie Bóg uwielbiony w swoim słudze Wenantym.

Małgorzata

          Witam. Chciałam podzielić się z świadectwem o o.Wenantym Katarzyńcu.

          Przez ostatnie pół roku szukaliśmy z mężem samochodu, który potrzebny jest nam do pracy i w zasięgu naszych możliwości finansowych. Koleżanka słuchała w radio Profeto wywiadu z panem Terlikowskim, który mówił o o.Wenantym. Poleciła mi nowennę. To był czwartek. Na FB dałam ogłoszenie, może ktoś z moich znajomych chce sprzedać samochód. Przyszłam po pracy do domu i poprosiłam męża, abyśmy pomodlili się nowenną do o.Wenentego. Po godzinie od modlitwy kolega wysłał mi link do Skody Octavi. Okazało się, że pan , który oferował samochód mieszka na Śląsku, 800 metrów od domu mojej siostry, a 150 km ode mnie. Więc naturalnie zwróciłam się do niej o pomoc. Samochód okazał się dla nas idealny – kupiliśmy go!

          Mąż prowadzi zajęcia sportowe, dodatkowe w przedszkolach i nasza pracownica złamała nogę – zostaliśmy bez pracownika! Do końca roku szkolnego zostały dwa miesiące, trudno o znalezienie kogoś na dwie godziny dziennie w godz. 12-15. Cały czwartek wzdychałam do o.Wenantego i wieczorem pomodliliśmy się z prośbą o pomoc. W piątek dostaliśmy namiar na chłopaka, który szukał właśnie takiej pracy jak u nas, ponieważ prowadzi UKS popołudniami i z chęcią podejmie się u nas nowej pracy. Zaczął od poniedziałku 7 maja bez dnia przerwy. Znowu nas o.Wenanty uratował.

          W dniach 30.04-02.05 byliśmy na pielgrzymce: Warszawa, Toruń, Niepokalanów i Kalisz. W Toruniu przy Bazylice NMP Gwiazdy Ewangelizacji w księgarni natknęłam się na książkę autorstwa Pana Terlikowskiego o o.Wenantym i małą książeczkę Nowenna. Kupując te dwie pozycje oczywiście poleciłam pani sprzedawczyni zapoznać się z jego osobą. W Niepokalanowie, który był następnym przystankiem w naszym programie znowu o.Wenanty pojawia się w Muzeum Ojca Maksymiliana Kolbego. Cieszę się, że miałam przyjemność poznać duchowego pomocnika, który działa błyskawicznie. Nie wiem czy zasłużyłam na takie względy, ale jestem mu wdzięczna za każdą wyproszoną łaskę. Dziękuję też za przybliżenie nam jego życia. Każdej napotkanej osobie daję o nim świadectwo. Pozdrawiam serdecznie.

Małgorzata Marek Bobeł

          W połowie kwietnia tego roku, w jednej z audycji Radia Warszawa usłyszałam o ojcu Wenantym Katarzyńcu, który bardzo pomaga ludziom potrzebującym wsparcia. Z zainteresowaniem odwiedziłam stronę poświęconą Ojcu Wenantemu. Znajdowała się tam „Nowenna za wstawiennictwem ojciec Wenantego Katarzyńca” i z nadzieją odmówiłam tę modlitwę zgodnie z zaleceniami. Odmawiałam ją przez dziewięć kolejnych dni, następnie przystąpiłam do Sakramentu Pojednania i Komunii Świętej.

          Po kilku dniach, nad ranem, jeszcze we śnie zobaczyłam postać – i tego jestem pewna – o. Wenantego w bieli, stojącego nade mną. Dotknął mnie ręką w okolicę prawej, górnej części brzucha, bliżej talii, mówiąc ciepłym, kojącym głosem, bardzo spokojnie, cytuję: „Jesteś zdrowa”.

          Przy wykonywaniu USG jamy brzusznej, to miejsce zawsze budziło niepokój lekarzy prowadzących badanie, jednak po konsultacji z innymi lekarzami twierdzono, że to tak może być.

          Właśnie w to miejsce dotknął mnie o. Wenanty. Opanował mnie niesamowity spokój, trudny do opisania pogodny nastrój, jakbym znała o. Wenantego od lat. Zapytałam o. Wenantego o jakąś wątpliwość, o coś, czego już nie pamiętam. O. Wenanty odpowiedział mi, cytuję: „To najwyżej wymienimy łącze”. Wtedy zażartowałam mówiąc: „To co, ja jestem telewizor?” Ogarnęła mnie niesamowita radość, śmiałam się z całego serca, nie pamiętam czy kiedyś byłam tak szczęśliwa, radosna i lekka jak piórko. To doznanie obudziło mnie. Jednak ciągle czułam w sercu radość i spokój. Chcę nadmienić, że kiedy budzę się ze snu nie pamiętam co mi się śniło, a jeżeli to tylko jakieś drobne fragmenty. Natomiast ten sen był jak na jawie. Widziałam wyraźną postać o. Wenantego i Jego rękę dotykającą moje ciało. Nie widziałam Jego twarzy.

          Pod koniec kwietnia kiedy kolejny raz odwiedziłam stronę o o. Wenantym i otworzyłam zakładkę: „Nowenna za wstawiennictwem ojca Wenantego Katarzyńca”, zobaczyłam zmianę w układzie graficznym tej strony. Pojawiło się zdjęcie twarzy o. Wenantego, fragment kościoła i inne dodatki.

          Czy „łącze”, o którym powiedział o. Wenanty, to ta zmiana w układzie strony internetowej, tego nie potrafię wyjaśnić. Ostatnio, kiedy weszłam na tę stronę, była zmieniona. Tym razem prezentowała dwie modlitwy i wyjaśnienie, że strona jest w nowym opracowaniu.

          Może zwrócenie mojej uwagi na te zmiany miało być znakiem uwierzytelniającym o nawiedzeniu i uzdrowieniu mnie przez o. Wenantego. Lepiej się czuję. Całym sercem i duszą czuję, że o. Wenanty mnie nawiedził i powiedział, że jestem zdrowa, te słowa wyraźnie słyszałam.

          Mam jeszcze kilka próśb do o. Wenantego. Będę się o nie modlić i dziękować, a także prosić Maryję, naszą Matkę Niepokalaną i Trójcę Przenajświętszej o szybką beatyfikację o. Wenantego i wyniesienia Go na ołtarze. Amen.

Szczęść Boże!

Elżbieta z Warszawy

          Kilka dni temu usunęłam z komputera bardzo ważne dane firmowe. Wezwaliśmy współpracującą z nami firmę informatyczną, zabrała komputer i po dwóch dniach okazało się, że utraconych danych nie da się odzyskać, że jedynie wysoko wyspecjalizowane firmy, oczywiście za wysokie wynagrodzenie, może są w stanie coś z tym zrobić.

          Zabrałam sprzęt i zwróciłam się do kolegi informatyka i od razu do ojca Wenantego, o którym dowiedziałam się podczas pielgrzymki do Kalwarii 12 maja br. Pamiętam, że od razu poczułam jakąś sympatię, bliskość tego franciszkanina. Kupiłam książkę i czytam o nim i o jego świętym życiu. Tak więc oddałam mu moją sprawę. Niestety na drugi dzień kolega potwierdził pierwszą diagnozę. Nie mogłam od razu odebrać komputera, umówiłam się na następny dzień. Nadal zanosiłam modlitwy przez wstawiennictwo ojca Wenantego. Jakoś mimo wszystko wierzyłam, że może stać się cud, i stał się.

          Kolega zadzwonił wieczorem, że nadal pracuje, że komputer będzie do odbioru za dwa dni. I udało się. Mamy wszystkie dane z powrotem. Dziękuję Panu, a ojcu Wenantemu za wstawiennictwo. Jestem przekonana, że o.Wenanty pomógł. Modlę się nadal za jego wstawiennictwem. Naprawdę, kiedy, będąc w Kalwarii usłyszałam o nim, o jego pomocy dla o. Maksymiliana, gdy tworzył Rycerza Niepokalanej, poczułam jakąś sympatię do niego, bliskość, i tak myślę o o.Wenantym właściwie codziennie, modlę się za jego wstawiennictwem i opowiadam znajomym. Pozdrawiam serdecznie.   

Małgorzata

          Jakieś dwa miesiące temu, dowiedzieliśmy się kim w ogóle jest O. Wenanty i bardzo szybko postanowiliśmy pojechać do Kalwarii. Temat trudny – finanse, ale skoro Pan Bóg postawił na naszej drodze tego Człowieka, to była dla nas nadzieja. Zaplanowaliśmy wyjazd na sobotę po Świętach Wielkanocnych i jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że właśnie wtedy są uroczystość ku czci O. Wenantego.

          Tak przy okazji prosiłam Ojca Wenantego o zdanie egzaminu na prawo jazdy naszego syna (egzamin 17.04.2018). Wszyscy wiemy, że nie jest to wcale taka łatwa sprawa. Mąż, który z synem czekał był przerażony, zdawalność znikoma, po półtorej godzinie czekania przyszła kolej na nas. Szybka jazda, powrót i ZDANE!!!!! Z relacji syna egzaminator wyglądał raczej na mało przystępnego, za to w czasie jazdy zupełnie inna osoba, miły, uprzejmy atmosfera całkiem dobra. Ogólnie egzaminator nie szukał pretekstu, żeby czekać na potknięcie.

          Ja wiedziałam bardzo dobrze czyja to zasługa. Syn potrzebował trochę więcej czasu, ale też ostatnio przyznał, że „GÓRA ” musiała działać. WIELKIE DZIĘKI. Na pewno jeszcze w tym roku przybędziemy osobiście podziękować.

Dorota

          Jakiś czas temu, Bóg dał mi łaskę poznać O.Wenantego. Wówczas pomyślałam, gdyby ludzie nie cierpieli z powodu biedy… Miałam na myśli również moich rodziców, którzy są ubodzy i bez pomocy bliskich nie daliby rady. To była tylko myśl, nawet nie prośba. Dzień po mojej wizycie u rodziców, zadzwoniła do mnie mama, która dziękowała za pieniądze, które rzekomo włożyłam jej do portfela. ,,To nie ja” – odparłam. „Córko, przecież tylko ty byłaś u mnie wczoraj, ale aż tyle?” – powiedziała mama. Byłam zdziwiona. Wtedy przypomniałam sobie O.Wenantego i wiem, że to On przyczynił się do tego cudu. O.Wenanty, dziękuję za pomoc rodzicom i potwierdzenie o Twojej Świętości.

Twoja czcicielka, Maria

          Pragniemy podziękować Ojcu Wenantemu Katarzyńcowi, dla nas już Świętemu, za jego opiekę i pomoc. Dzięki Niemu mamy odwagę do wielkich pragnień oraz wiarę i nadzieję w to, że one za Jego przyczyną u Boga są możliwe.

          Konkretna pomoc za wstawiennictwem Ojca Wenantego przyszła natychmiast. Otóż pragnęliśmy zamienić mieszkanie w bloku na mały domek w konkretnej miejscowości. Bardzo trudno się sprzedaje mieszkania w naszej okolicy. Na kupca na nasze mieszkanie czekaliśmy prawie 1,5 roku, znaleźliśmy również domek. Jednak na dzień przed podpisaniem aktu notarialnego sprzedaży osoba, która miała kupić mieszkanie zmarła. Na domek znaleźli się szybko kolejni chętni, dlatego zdecydowaliśmy na podpisanie przedwstępnej umowy kupna nie mając pieniędzy i klienta na mieszkanie. Zaczęliśmy zbierać dokumenty potrzebne do kredytu. W tym samym czasie 2 osoby poleciły nam nowennę do Ojca Wenantego, zaczęliśmy ją odmawiać, z wiarą, że On nam pomoże i pomógł. W 5 dniu nowenny pojawiła się osoba, która obejrzała mieszkanie i po krótkiej chwili, bez negocjacji oświadczyła, że bierze to mieszkanie, bez większych negocjacji została podpisana u notariusza umowa przedwstępna.

          Byliśmy z dziękczynieniem w Kalwarii Pacławskiej w weekend majowy, i też prosiliśmy u jego grobu o pracę dla siostrzenicy, która od ponad roku szukała, wysłała setki CV i odbyła wiele rozmów. Dostała pracę i pracuje od 20 maja. Ojciec Wenanty działa cuda natychmiast, żyje wśród nas. Chwała Bogu za Ojca Wenantego.

          Dziękujemy Ojcze Wenanty.

Anna i Piotr

   

 

          Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Dzień dobry.

          Chciałam dać świadectwo o zdanym egzaminie na prawo jazdy za pierwszym razem dzięki wstawiennictwu o. Wenantego Katarzyńca. Pierwszy raz usłyszałam o nim dzięki Panu Terlikowskiemu i od razu stwierdziłam, że moja sprawa też jest beznadziejna. Podczas jazd, do samego końca kursu robiłam mnóstwo błędów, a mój instruktor ogólnie powiedział, że tego egzaminu nie widzi dobrze. Stres od jakiegoś czasu non-stop ogromny. Za wstawiennictwem o. Wenantego powierzyłam wszystko Matce Bożej i Trójcy Świętej. Zaczęłam 9-cio dniową nowennę. Pan Bóg to tak ułożył, że zdałam za pierwszym razem. Bogu niech będą dzięki, wierzę w to mocno.

          Teraz kontynuuję nowennę (6 dzień) dziękczynnie. ALLELUJA.

Ania

          Szczęść Boże!

          Podzielę się swoim świadectwem, które otrzymałam za wstawiennictwem Ojca Wenantego Katarzyńca. Z powodu mobbingu w pracy oraz niskich zarobków postanowiłam zmienić pracę. Znalazłam nowa pracę, jednak jakoś się wszystko nie układało. Potencjalny pracodawca przesuwał czas rozpoczęcia pracy o kolejny miesiąc. Ja jednak postanowiłam, że złożę wypowiedzenie. Kilka dni przed końcem maj br., koleżanka przesłała mi adres strony z nowenną do sługi Bożego Ojca Wenantego. Zaczęłam odmawiać nowennę i przystępować do Komunii Św. w odmawianej intencji znalezienia nowej pracy i błogosławieństwa finansowego.

          Już podczas odmawiania nowenny otrzymałam propozycję pracy i od 02.07.2018 r. rozpoczynam nowa pracę. Otrzymałam również błogosławieństwo finansowe, o które prosiłam.

          Dziękuję Ojcu Wenantemu za jego wstawiennictwo.

Izabela

Szczęść  Boże,

          Chcę napisać krótko i z wielką radością w sercu o tym jak ojciec Wenanty uprosił dla mojej rodziny i dla mnie łaski u Pana Boga.

Usłyszałam o ojcu Wenantym przypadkowo i postanowiłam poprosić Go o wstawiennictwo. Poza kościołem byłam całe swoje życie… Trudne, bolesne i zagubione… Dostąpiłam wielkiej łaski Pana Boga w niedziele wielkanocną… Pan Bóg otworzył mi oczy. Moja droga ku Bogu bardzo wyboista wymagała dużych napraw, dużych zmian. Pierwszą i najważniejszą zmianą to była łaska odpuszczenia grzechów, a przez ponad 35 lat nie spowiadając się było mi trudno… Najpierw poprosiłam ojca Wenantego o pokorę i o przygotowanie do spowiedzi. Mieszkając w Wielkiej Brytanii dostęp do polskich księży, mimo iż jest dużo kapłanów, jest utrudniony. Później usłyszałam, że powinnam iść do „dobrego kapłana”. Zrozumiałam, że tu nie ma takiego.

Modliłam się dalej, i rozważałam pokorne życie ojca Wenantego, aż któregoś przed południa, pijąc kawę z koleżanką, już zrozumiałam, że nie idę do kapłana, ale do samego Pana Jezusa prosić go o wybaczenie i miłosierdzie. Tego samego dnia umówiłam się na spowiedź. Nie wiem jaki powinien być, albo jaki nie powinien być „dobry kapłan”, ale kapłan u którego spowiadałam się był cudownym, mądrym, niezwykle taktownym i delikatnym nauczycielem.

Postanowiliśmy, że wakacje w zaplanowany urlop podziękujemy Matce Bożej w Częstochowie za łaską mojego nawrócenia. Okazało się, że nasze środki finansowe są bardzo skromne, a posiadając dużą rodzinę może nie udać się nasz plan. Nieśmiało, zawstydzona prosiłam o wstawiennictwo u Pana Boga, aby tak gospodarować budżetem rodzinnym by udało się przyjechać do Polski na urlop i odwiedzić Matkę Bożą w Częstochowie. Ojciec Wenanty zadziałał bardzo szybko. Dostałam zlecenie wykonania kilku tortów i zapłacono mi z dużą nadwyżką za pracę! Uzbieraliśmy w ciągu tygodnia całą kwotę na bilet dla rodziny.

Osobiście pragniemy podziękować ojcu Wenantemu odwiedzając Jego grób w Kalwarii Pacławskiej. Teraz wszystkim mówię o Ojcu Wenantym, a Jego samego proszę o łaskę modlitwy i pokory serca. Proszę Ojca, aby poprowadził moją rodzinę i mnie przez resztę życia prosto do Pana Boga. Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Amen.

Pragniemy całym naszym życiem dawać świadectwo miłosierdzia Bożego. Ojciec Wenanty stał się bliskim przyjacielem naszej rodziny i niedościgłym wzorem do naśladowania na drodze do Pana Boga. Chcemy wszystkim opowiadać jak Pan Bóg jest dobry i jak działa w naszym życiu przez Ojca Wenantego. Do zobaczenia niebawem w Kalwarii Pacławskiej u naszej Matki Bożej. Z pozdrowieniami i modlitwą o beatyfikacje Ojca Wenantego.

Joanna z przyszłym mężem i trojgiem dzieci.

Zamknij Menu