Chcę podzielić się tym, co mnie spotkało, bo sama do dziś jestem tym bardzo poruszona. Byłam w naprawdę trudnym momencie życia. Kończyła mi się umowa o pracę i wiedziałam, że nie zostanie przedłużona. Wcześniejsze doświadczenia zawodowe bardzo mnie poraniły. W wielu miejscach pracy słyszałam, że jestem do niczego, że niczego nie potrafię i że wszystko robię źle. Z czasem zaczęłam w to wierzyć. Straciłam wiarę w siebie i byłam przekonana, że nikt już nie będzie chciał mnie zatrudnić. Pewnego dnia opowiedziałam o tym koledze. Wysłuchał mnie i powiedział: „Pomódl się nowenną do sługi Bożego Wenantego Katarzyńca”. Na początku byłam sceptyczna. Miałam w sobie dużo zwątpienia i nie wiedziałam, czy potrafię jeszcze naprawdę zaufać. Mimo wszystko zaczęłam się modlić. I z każdym dniem coś się we mnie zmieniało. Modlitwa stawała się coraz bardziej naturalna. Pod koniec nowenny sama, bez przymusu, klękałam każdego dnia przed krzyżem. Zaczęłam czuć, że właśnie tam powinnam być. A moja sytuacja nadal się nie zmieniała. Wysyłałam CV i czekałam. Najczęściej była cisza albo przychodziły odmowy. W pewnym momencie byłam już pogodzona z tym, że zostanę bez pracy. I wtedy zobaczyłam ofertę, która nawet nie była związana z moim zawodem. Pomyślałam: „Spróbuję”. Wysłałam CV, choć właściwie nie spodziewałam się niczego. Następnego dnia zadzwoniła pani dyrektor. Zaprosiła mnie na rozmowę, ale powiedziała, że nie ma dla mnie stanowiska, na które aplikowałam. Mimo to chciała się ze mną spotkać. Pojechałam. I wtedy wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Pani dyrektor powiedziała, że chce, żebym pracowała w swoim zawodzie. Powiedziała, że potrzebuje kogoś takiego jak ja, że chce nowego spojrzenia i powiewu świeżości. Patrząc na moje CV, powiedziała, że wierzy, iż właśnie dla mnie został stworzony ten etat. Dostałam pracę. Nie tę, o którą prosiłam. Dostałam taką, która była dla mnie. Kiedy wyszłam z tego spotkania, byłam ogromnie wzruszona. Przez tyle czasu słyszałam, że jestem do niczego, a nagle ktoś zobaczył we mnie człowieka, który ma wiedzę, doświadczenie i może być potrzebny innym. Wtedy pomyślałam o słudze Bożym Wenantym Katarzyńcu i o nowennie, którą niedawno skończyłam. Dziś wierzę, że ta praca jest łaską wyproszoną za jego wstawiennictwem. Prosiłam o pracę, a dostałam coś znacznie większego — nadzieję, wiarę w siebie i poczucie, że jednak jestem coś warta. Chcę tym świadectwem podziękować Bogu i słudze Bożemu Wenantemu Katarzyńcowi. I chcę powiedzieć każdemu, kto dziś jest bez pracy, stracił nadzieję albo czuje się bezwartościowy: nie poddawajcie się. Módlcie się, nawet jeśli na początku trudno Wam uwierzyć. Ja też zaczynałam z niedowierzaniem. A dziś z wdzięcznością mogę powiedzieć, że otrzymałam więcej, niż odważyłam się prosić. Sługo Boży Wenanty Katarzyńcze, dziękuję Ci za Twoje wstawiennictwo.Proszę, módl się za wszystkich, którzy szukają pracy i swojego miejsca w życiu.  Z wdzięcznością Agnieszka