Chcę opisać historię mojej znajomości, a można chyba powiedzieć przyjaźni z O. Wenantym Katarzyńcem. Poprosił mnie franciszkanin z tutejszego klasztoru, ale też sam nosiłem się od dawna z takim zamiarem, chociaż wciąż uważam tą historię za niedokończoną. Początek tej historii sięga mniej więcej 15 lat wstecz. Jestem ojcem piątki dzieci, próbującym wraz z Żoną wychowywać je po katolicku. Wtedy najmłodsze z dzieci miało 2 lata, a najstarsze 20. Jestem przedsiębiorcą pracującym w branży budowlanej.  Owego czasu usłyszałem audycję radiową w nieistniejącym już warszawskim Radio Święty Józef. Była to audycja poświęcona O. Wenantemu Katarzyńcowi z udziałem red. Tomasza Terlikowskiego. To był pierwszy mój kontakt ze Sługą Bożym Wenantym. Byłem mocno zaintrygowany, bo w audycji była mowa o szczególnej skuteczności wstawiennictwa Ojca Wenantego w trudnościach finansowych i sprawach sądowych. W tym czasie „trudności finansowe” to było bardzo łagodne określenie tego w czym tkwiła moja firma i ja sam. Mieliśmy postawiony w wymagalność kredyt bankowy na kilkaset tysięcy złotych, zadłużenie u dostawców, zaległości w ZUSie i skarbówce. Ten czas to była kumulacja splotu zdarzeń zapoczątkowanych przez brak zapłaty za bardzo duże zlecenie przez nieuczciwego kontrahenta. Przez jakiś czas łudziłem się, że uda się odzyskać należność przez windykację i na drodze sądowej. Wygraliśmy sprawę w sądzie i mieliśmy nakaz zapłaty, ale trwało to kilka lat, a owa nieuczciwa firma przez kolejne przekształcenia i inne zabiegi sprawiła, że dług był nieściągalny. Popadliśmy w spiralę zadłużenia i po jakimś czasie skumulowane wymagalne należności przekraczały milion złotych. Mieliśmy problemy wszędzie, w tym trudności z wypłacaniem wynagrodzenia pracownikom, pozajmowane rachunki bankowe. Ta sytuacja przekładała się na życie rodzinne, znajomości – byłem pozapożyczany u różnych osób, które mi zaufały, a ja łudziłem się, że sam znajdę rozwiązanie na spłatę tych długów.

Zasłyszana audycja nie zmieniła wiele, ale „ziarno zostało zasiane”. Szarpałem się dalej jak mucha w pajęczynie. Pożyczałem pieniądze na wypłaty dla pracowników od życzliwych ludzi, zawarłem porozumienie z bankiem i oddawaliśmy kredyt w ratach, udało się porozumieć z urzędem skarbowym i Zusem – zawarliśmy układy ratalne. Tylko, żeby spłacać raty tych wszystkich zobowiązań trzeba było mieć zlecenia i pieniądze na obrót. Zadłużonemu przedsiębiorcy bardzo trudno funkcjonować. Źle spałem, stałem się nerwowy, zaniedbywałem dom i dzieci. Na te problemy nałożyły się kolejne – relacja ze średnim naszym dzieckiem – czternastoletnim wówczas synem. Syn poznał koleżankę, która zawróciła mu w głowie. Koleżanka, a później dziewczyna syna, pochodziła z domu o przeciwnym systemie wartości niż nasz. Sama miała problemy emocjonalne i w kontaktach ze swoimi rodzicami i można powiedzieć „zaraziła” swoimi problemami nasze dziecko. Doszło do tego, że syn zupełnie zaniedbał szkołę. W domu dochodziło do kłótni i szarpanin. Syn uciekał z domu, wagarował, nie wypełniał żadnych obowiązków wobec domu. Wbił sobie do głowy, że rodzice są jego największymi wrogami i postanowił nas ukarać za ograniczenia, jakie spotykają go z naszej strony: za namową swojej dziewczyny i jej psychoterapeutki założył nam w sadzie sprawę o ograniczenie praw rodzicielskich. Uznał, że jemu i jego rodzeństwu będzie lepiej w rodzinach zastępczych niż z rodzicami, których nazywał „psychokatolami”. Ponieważ nie uczył się i nie chodził do szkoły, został z niej ostatecznie relegowany. Pomiędzy nami wyrósł taki mur wrogości, że uznałem, że syn nie może dłużej mieszkać z nami i kazałem mu się w jego siedemnaste urodziny wyprowadzić z domu. Syn początkowo zamieszkał u wuja, później znalazł samodzielny pokój. W moim sercu była ogromna frustracja: miałem potężne problemy finansowe, a do tego poniosłem porażkę jako ojciec. Zawrócę jednak do owej audycji. Zapomniałem o niej, ale później żona poprosiła mnie, abym kupił w księgarni katolickiej, która znajduje się niedaleko biura mojej firmy jakiś upominek w związku z chrztem dziecka naszych przyjaciół. Chodząc między półkami zobaczyłem obrazek w formie plastikowej karty z wizerunkiem Ojca Wenantego i modlitwą za jego wstawiennictwem na rewersie. Przypomniała mi treść audycji i kupiłem ten obrazek, zacząłem też modlić się modlitwą. Zainteresowanie życiem Ojca Wenantego narastało, zakupiłem w tej samej księgarni i przeczytałem książkę Tomasza Terlikowskiego o Ojcu Wenantym. Poczułem, że w moich problemach mogę nie  być sam i mam kogo prosić o pomoc i wstawiennictwo. Przyszedł rok 2017. Od wielu lat zimowe ferie spędzaliśmy z dziećmi w zaprzyjaźnionej chacie w Beskidzie Niskim. Najstarsza córka miała miała też zaplanowaną w czasie tych ferii wycieczkę do Lwowa. Ustaliliśmy, że spędzi klika dni ferii z nami a następnie odwiozę ją do Przemyśla na pociąg, skąd pojedzie dalej, a z młodszymi córkami zwiedzimy sobie Przemyśl. Nadarzyła się też okazja, aby pierwszy raz nawiedzić grób Ojca Wenantego. Przyjechaliśmy do Kalwarii Pacławskiej późno,  około 18-tej, We wsi było jakoś bardzo ciemno, a w bazylice trwał remont. Całe wnętrze było zastawione rusztowaniami i pozasłaniane folią malarską. Wśród tej scenografii z trudem odnalazłem grób Ojca Wenantego i gorąco pomodliłem się o pomoc w moich trudnościach. Zawierzyłem też siebie, rodzinę i firmę Matce Bożej przed cudownym obrazem. To pierwsze spotkanie przy grobie nie było zachęcające, ale od tego czasu wielokrotnie przyjeżdżałem do grobu Ojca Wenantego. Kolejny raz przyjechałem sam jesienią 2017 roku i wtedy zakochałem się w tym miejscu. Piękno krajobrazu doliny Wiaru i panujący tu spokój zachwyciły mnie. Każdy kolejny urlop lub dłuższy weekend spędzałem w Kalwarii  nocując na łąkach nad Wiarem lub przynajmniej przejeżdżałem przez Kalwarię nawiedzić grób Ojca Wenantego jadąc w Bieszczady lub wracając. Powoli odzyskiwałem spokój serca chodząc samotnie po dróżkach kalwaryjskich, jeżdżąc rowerem po bliższej i dalszej okolicy. Będąc w Kalwarii kupowałem i czytałem kolejne książki z pismami i kazaniami Ojca Wenantego lub o jego życiu i cudach za jego wstawiennictwem. Ojciec Wenanty zafascynował mnie. Czułem coraz silniejsza wieź, jaka nas łączy i zapragnąłem być jego uczniem i naśladowcą. Sprawy firmowe stopniowo zaczęły się układać. Udało się odbić od dna i choć wciąż nie było łatwo największe długi udało się po kilku latach pospłacać. I wtedy, gdy już wydawało się, że sprawy idą dobrze, w  2022 roku przyszedł kolejny poważny cios dla mojej firmy: kontrola skarbowa. Dotyczyła lat, kiedy jako firma tkwiliśmy w najgorszym kryzysie i popełnialiśmy różne nieuczciwości, żeby uratować firmę z zapaści i nie zbankrutować. Urząd skarbowy zakwestionował zaksięgowane faktury na kilkaset tysięcy złotych. Musieliśmy oddać te pieniądze w podwójnej wysokości. Największym zagrożeniem była sprawa karno-skarbowa. Znowu po pomoc i wstawiennictwo uderzyłem do Ojca Wenantego. Modliłem się też do Matki Najświętszej w zaufaniu: skoro Matko przekazałem Ci na własność moją firmę w akcie zawierzenia przed kalwaryjskim obrazem, a były w jej historii karty, które są bardzo niechlubne, to zdaję się na Twoją Matko wolę: jeśli uważasz, że firma ma upaść – to niech tak będzie. Dzięki tej kontroli zaprowadziliśmy w firmie wielkie porządki i przejrzystość w sprawach zatrudnienia i podatkowych. Tak więc największą zasługą Ojca Wenantego i mojej z nim przyjaźni jest nie tyle uratowanie finansów osobistych i firmowych, ale przede wszystkim stopniowe uzdrawianie spraw firmowych i rodzinnych i postanowienie prowadzenia ich w sposób jak najbardziej uczciwy. Firma przetrwała, a sąd zgodził się na warunkowe umorzenie postępowania wobec nas. Ja zaś odzyskałem spokój sumienia. Nasze relacje z synem, którego wielokrotnie polecałem wstawiennictwu Ojca Wenantego również uległy zdecydowanej poprawie. Sprawa sądowa została rozstrzygnięta na naszą, rodziców korzyść, zarzuty zostały oddalone. Chyba syn musiał od sądu usłyszeć, że jesteśmy normalnymi rodzicami i mamy prawo do wychowania dzieci w systemie wartości który wyznajemy. Również odkąd syn skutkiem wyprowadzki z domu musiał się usamodzielnić i sam zarobić na swoje potrzeby, stopniowo zmienił myślenie o nas jako rodzicach. Przełom nastąpił chyba w jego 18-te urodziny, które świętowaliśmy razem. Nastąpiło pojednanie. Od tego czasu zbliżamy się z synem coraz bardziej, wspólnie spędzamy święta, wielokrotnie wspólnie wyjeżdżaliśmy w góry, które syn kocha tak jak ja. Zakochał się też ponownie, w zupełnie innej dziewczynie, i myślą o założeniu rodziny. Piszę te słowa tu w Kalwarii Pacławskiej, podczas kolejnej wizyty u grobu Ojca Wenantego. Nie mogę powiedzieć, że wszystkie problemy ustąpiły, natomiast dzięki znajomości i więzi z Ojcem Wenantym wiem, że po pierwsze mam skutecznego orędownika, bo w bardzo ciężkich chwilach był dla mnie oparciem, a po drugie czytając pisma Ojca Wenantego, modląc się modlitwami ułożonymi przez niego, starając się Go naśladować w codziennym życiu, wciąż nawracam się na drogę uczciwości. Jestem pełen wdzięczności za przeprowadzenie przez te ciemne chwile. Po raz kolejny polecam się Jego wstawiennictwu, prosząc o błogosławieństwo dla siebie, rodziny i firmy i odnawiając zwierzenie się Matce Bożej Kalwaryjskiej. Dziękuję też za wszystko co mam: Żonę, Dzieci, Dom i wszystkich dobrych ludzi wśród których żyję. Mariusz