Mój przyjaciel zachorował na nowotwór. Był już po operacji i w czasie chemioterapii. Odmówiłam nowennę za wstawiennictwem ojca Wenantego, w intencji zdrowia dla chorego. Ostatniego dnia nowenny, zbieg okoliczności sprawił, że mogłam klęczeć przed Jego grobem. Tego dnia w Kalwarii Pacławskiej przystąpiłam też do spowiedzi. Tydzień później okazało się, że wyniki markerów są w normie. Wierzę głęboko, że za uzdrowieniem stoi Ojciec Wenanty. Tego dnia słuchałam w Kalwarii ewangelii o Miłosiernym Samarytaninie. Sługa Boże Ojciec Wenanty nie przeszedł obojętnie obok moich modlitw o uzdrowienie cierpiącego przyjaciela, pochylił się nad chorym i wstawił za nim do Boga, jak Miłosierny Samarytanin. Wierzę w to głęboko. Przyjaciel nie jest zbyt wierzącą osobą, a ja w duchu powtarzałam sobie słowa „Panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo…” Anna