Moja córka od lat przejawia zdolności artystyczne, ale zawsze przeraźliwie bała się zapisać na jakiekolwiek zajęcia w tym kierunku. Bardzo tego żałowaliśmy, bo patrząc na jej pasję bardzo szkoda nam było, że się nie rozwija. W tym roku zapisaliśmy ją na zajęcia z rysunku. Chcieliśmy, aby w końcu spróbowała. Na pierwsze zajęcia nie chciała jechać, ale udało się ją nam zachęcić. Na miejscu prawie zrezygnowała, ale ostatecznie weszła choć bardzo niepewnie, ze łzami w oczach i byliśmy pewni, że więcej na nie nie wróci. Przez 9 dni modliłam się litanią do ojca Wenantego oraz modlitwą za dusze czyśćcowe. Przyszedł dzień drugich zajęć. Córka o dziwo nie wycofała się i pojechała, ale tuż przed wejściem znowu dopadł ja kryzys i chciała zrezygnować. Mąż, który ją zawoził czekając na nią zadzwonił do mnie i powiedział, że to nie ma sensu. Widział jak ona się bardzo boi i jak cierpi. Powiedział, że ona na pewno nie przekona się do tych zajęć i że dzisiaj to był na pewno ostatni raz. Stwierdził, że nie możemy jej do tego zmuszać. Ja modliłam się dalej, przez cały czas trwania zajęć. Jakież było jego a potem moje zaskoczenie, gdy córka wyszła z zajęć w podskokach, z rozpierającą ja energią i radością, która trwała do końca dnia. Dawno jej takiej nie widziałam. Córka powiedziała, że było super i że chce dalej chodzić. Przemiana jej była dla nas bardzo zaskakująca. Jesteśmy pewni, że to był taki mały cud i że tylko wysłuchana modlitwa mogła przynieść takie rezultaty. Ojcze Wenanty i Wam dusze czyśćcowe z całego serca dziękujemy.

Anna