Mam na imię Ania, jestem żoną i matką dwóch synów. W mojej rodzinie pojawił się problem z alkoholem u męża. Długo z synami walczyliśmy z nałogiem, próbując wszelkich sposobów, żeby mąż przestał pić. Wybrałam się na pielgrzymkę do Medjugorie prosić Matkę Boską o pomoc o zabranie nałogu z naszej rodziny i o pomoc dla mnie o znalezienie drogi, żeby to przetrwać. Po powrocie bardzo się wyciszyłam, znalazłam spokój w sercu, dużo czytałam, miałam ogromną potrzebę odmawiania różańca. Na fb Teobańkologia natrafiłam na o. Wenantego. Bardzo mnie jego postać zainteresowała, czułam potrzebę poznania Ojca Wenantego bliżej. Zaczęłam odmawiać litanię i zaczęły dziać się cuda. Postanowiłam jednego dnia się spakować i wyjechać do Kalwarii. Było to rok temu, mąż po wielkiej awanturze też się spakował i pojechał ze mną, było mi to jednak obojętne czy on pojedzie, ja czułam wewnętrzna potrzebę tam być, nawet nie wiedziałam, co mnie tak tam pchało. Modliliśmy się razem, prosząc o pomoc i płakaliśmy, ja złożyłam intencje pisemne na grobie Ojca Wenantego z prośbą o pomoc i dokonanie cudu. Wyjazd był piękny, okolice cudowne, oczywiście cały pobyt w trzeźwości. Czekałam po powrocie cierpliwie co będzie dalej. Mąż nie pił, jednego dnia jednak nie dał rady. Płakałam całą noc, ale czułam taki wewnętrzny spokój, jak nigdy dotąd. Pewnego dnia mąż, juz po powrocie z Kalwarii, wyjechał z kolegą na grzyby. Wrócili wcześniej, bo źle się poczuł. Dostał zawału serca, potem zapalenia płuc. Zabrali go do szpitala. Będąc tam musiał być trzeźwy, ja powiadomiłam lekarzy o jego problemach z alkoholem. Został mu przydzielony terapeuta – nigdy nie chciał się zgodzić na leczenie, jednak tam musiał. Stan jego był ciężki, choroba i jeszcze na oddziale zaraził się COVID-19. Walczyliśmy o każdy dzień, ja codziennie modląc się do Ojca i całkowicie oddając się w ręce Matki Bożej i Boga. Dziś, mąż już od 9 miesięcy jest bez alkoholu, ma rentę, bo skutki choroby są duże, ale wiem, że taką drogę wybrał Ojciec Wenanty i taką idę w pełni ufając Bogu. Długo można by jeszcze pisać ile cudów było po drodze. Dziś nasz dom jest wolny od alkoholu i cieszymy się sobą, a ja codziennie dziękuję Ojcu Wenantemu i proszę o dalsze łaski, bo długoletni nałóg w małżeństwie z 27 letnim stażem zrobił wiele złego. Wierzę, że Ojciec Wenanty jest zawsze z nami, ufam Bogu i Matce Bożej, i idę przez świat z nadzieją i uśmiechem .

Ania