Jadąc na rekolekcje z o. Wenantym, miałem swoje wyobrażenie tego czasu. Chciałem krzyczeć, rozmawiać, śmiać się, cieszyć się, że jestem w tym miejscu, ojciec Edward ogłasza „ciszę”. Cóż robić. Posłuszeństwo, które wiele znaczyło w życiu o. Wenantego. Jeżeli taka wola Boża – przypomniałem sobie zdanie, które często wypowiadał. Kaplica w domu rekolekcyjnym, adoracja Najświętszego Sakramentu, godziny późnonocne. Z obrazu spogląda o. Wenanty Katarzyniec. Jak to się zaczęło… Poznałem o. Wenantego Katarzyńca, przy kolejnym pobycie w Kalwarii Pacławskiej, a przyjeżdżam tu od 17 lat. Ze zdjęcia wiszącego na ścianie frontowej klasztoru spoglądał Czcigodny Sługa Boży. Kim jest ten człowiek spoglądający na mnie z góry? Słyszę, że jest bardzo skuteczny w wypraszaniu łask bożych. Modlę się, jak wielu pielgrzymów, za przyczyną o. Wenantego o wyproszenie łask i… sprawy, które przedstawiam, przybierają korzystne dla mnie rozwiązania. Kim jesteś, nieznajomy? Idę twoimi śladami czytając książki „o Tobie”, poznaję ludzi, którzy byli dla ciebie ważni i miejsca, w których byłeś. Tak moja ciekawość Tobą, powoli przekształca się niepostrzeżenie w… przyjaźń. Nić porozumienia unoszona przez ducha spotkania. Moje spotkania z Tobą – to zdjęcia lub portrety, które wyświetlam w komputerze i wpatruję się w nie, starając się poznać twojego „ducha”, ożywić Ciebie. I staje się rzecz dziwna, zamiast zabiegać o Twoje wstawiennictwo, modlić się do Ciebie, powoli miejsce modlitwy zajmuje rozmowa. Milczysz? Nie. Słyszysz mnie. Twoja odpowiedź to łaski, jakie wypraszasz dla mnie, dla bliskich, przez Maryję u Syna, u Jezusa. Ale, czy nie na tym polega przyjaźń? Mieć czas na rozmowę, na wysłuchanie, na spojrzenie głęboko w oczy. Akceptacja i zrozumienie, milczenie i rozmowa, o tym co się wydarzyło od „spotkania”, czego nowego o Twym życiu dowiedziałem się, jakie wydarzenia mam do opowiedzenia, a nad którymi wspólnie pomilczymy. Spoglądasz ze zdjęć (niewielu) lub namalowanych obrazów jak gdyby nie było choroby, nie było trudów dnia codziennego. Dla współbraci byłeś otwarty i uczynny. Wymagający dla swoich nowicjuszy, i w konfesjonale. Dla chorych cierpliwy ponad przeciętność. Nigdy nie uniosłeś się, surowy, a jednocześnie łagodny. Chociaż różnie potoczyło się ich życie, Twoich nowicjuszy i ludzi Tobie współczesnych – to nie zawiedli cię, pamiętali o Twych słowach prowadzących ich do Boga. Kolejny dzień. Jestem przy Twoim grobie. W świątyni. Milczę. Z góry spogląda Matka Boża. Słucha i… Jezus, też nadstawia ucha. W głowie kotłują się myśli, a sercem targają emocje. W Twoim życiu dużo było cierpienia, przerywanego chwilami bliskości Boga, którą to bliskość doprowadziłeś do doskonałości. Próbuję, wyobrazić sobie te chwile. Widzę, jak jesteś sam na rekreacji, jak czytasz książki, sporządzasz notatki. Jak całujesz nogi nowicjuszy, rozmawiasz przy kamiennym stole, czy też z bólem serca zarządzasz dyscyplinę. Gdy mówisz o Bogu, jesteś w konfesjonale, adorujesz Jezusa w Najświętszym Sakramencie, sprawujesz Eucharystię, mówisz kazanie „O niebie”, gdy sił już brak. Jak razem ze współbraćmi celebrujesz modlitwy, przestrzegasz konstytucje, czy… spożywasz posiłki. Przeżywasz samotność umierania, strach przed śmiercią i… spotkanie z Aniołem, wysłannikiem Boga. Tylko żal, że nie ma ludzi, i wielu miejsc też nie ma. Wstaję, chociaż jeszcze tyle do opowiedzenia. Idę przez Kalwarię. Wchodzę na cmentarz – wracam myślami do czasów, gdy pielgrzymi zabierali z sobą, do domu cząstkę Twojego grobu, Ciebie. Patrzę na piękne krajobrazy wokół, na które i Ty patrzyłeś. Jestem przy kaplicy Grobu Jezusa. Byłeś tu 5 lipca 1919 r. Była to sobota, tak jak dzisiaj. Szczególny dzień, nie miałeś siły, aby obejść ze swymi klerykami wszystkie kaplice Męki Pańskiej. Słyszę słowa modlitwy: „Oto głos krwi Brata naszego, pierworodnego Syna Twego, Jezusa, woła z grobu do Ciebie za nami o miłosierdzie. Wysłuchaj Panie! Daj się nakłonić, nie ociągaj się dłużej, ale przez wzgląd na tę nieocenioną ofiarę najświętszego Ciała Syna Twego, którego, złożenia w tym grobie pamiątkę nabożnie obchodzimy, daruj, – przebacz i zlituj się nad nami, Amen”. Nie potrafię rozpoznać: mówisz Ty czy kleryk? Zastanawiam się, co powiedziałeś, w tym miejscu, na zakończenie tej trudnej dla Ciebie drogi, swym wychowankom, młodym ludziom, którzy niedługo wyruszą w świat? Tutaj pierwszy raz zobaczyli, jak bardzo jesteś chory. Magister nowicjatu… Ich Ojciec… Kończy się czas rekolekcji, czas pobytu na wzgórzu kalwaryjskim. Jak szybko minęły te chwile spotkania, w tym cichym zakątku świata. Jeszcze tylko Eucharystia niedzielna, obiad i…ostatni spacer po Kalwarii. Idę powoli. Staram się jeszcze dostrzec Twoją obecność w drzewach, domach, w kamieniach, w świecącym „panie bracie Słońcu”. Staram się patrzeć na świat twoimi oczami i słuchać jak ty, chociaż dzieli nas 100 lat, epoka w percepcji życia. I ten wiatr szumiący w liściach drzew, jakby towarzyszył nam duch, duch porozumienia. Próbuję iść za twoją radą i szukać schowanego Pana Jezusa. Może w liściach drzew? Duch Święty… wiał wiatr (…), Nie będziemy się żegnać, Bo krótkie rozstanie, Bo znana jest droga, Znane miejsce spotkania… Kalwaria Pacławska…

Mirek Morkisz