Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Mam na imię Anna. Jestem matką sześciorga dzieci. Wszystkie są dorosłe. Pięcioro ma swoje rodziny, a ja mieszkam z najmłodszym synem, który ma mózgowe porażenie i wymaga stałej opieki. Staramy się jeździć jak najczęściej na turnusy rehabilitacyjne, ale są one bardzo drogie. Ja mam 2 tys. emerytury, a syn rentę po zmarłym ojcu. Dwutygodniowy turnus, który pomaga synowi kosztuje 6400 zł. Zbieramy więc pieniądze na konto fundacji. Są to zwykle odpisy z 1% podatku. Najbliższy termin turnusu mamy za miesiąc, ale na koncie fundacji brakowało 1000 zł. Poprosiliśmy wspólnotę modlitewną o modlitwę w tej intencji. 16 kwietnia, w Telewizji Trwam obejrzałam z synem program o Słudze Bożym o. Wenantym. Znałam tę postać, bowiem mój mąż kochał takich mało znanych świętych, modlił się za ich wstawiennictwem i czytał dużo o nich. Pewnego razu, 5 lat temu, będąc u znajomych w Jarosławiu, wybraliśmy się do Kalwarii Pacławskiej i zarazem do grobu o.Wenantego. Teraz, kiedy w telewizji przytaczano świadectwa jego działania, pomyślałam, że będę się modlić za jego wstawiennictwem o tę sumę na rehabilitację. O. Wenanty był takim młodym człowiekiem, kiedy odszedł do domu Ojca, a mój syn ma też dopiero 26 lat. Zaczęłam się modlić 17 kwietnia, z myślą o nowennie. Drugi raz pomodliłam się rano 18 kwietnia i wtedy koleżanka ze wspólnoty, wiedząc o moich licznych kłopotach z chorymi w mojej rodzinie, przysłała mi takie słowa: Życzę ci, aby twoje modlitwy zostały wysłuchane. By w twoim życiu, zdarzyły się cuda. W południe powiedziałam synowi, aby wysłał na grupę naszej wspólnoty informację, że zbieramy na turnus odpisy 1%. Nie chciał tego zrobić, bowiem twierdzi, że się wstydzi prosić. Wreszcie zgodził się i umieścił prośbę. Po 10 minutach odezwała się kobieta z naszej wspólnoty i powiedziała, że ma dla syna 1000 zł, choć nie podaliśmy brakującej kwoty. Po dwóch dniach modlitwy o. Wenanty okazał swoją pomoc. Chwała Panu i świętym, przez których On działa!

Anna, Konin