Jestem niezmiernie wdzięczna ojcu Wenantemu za pomoc i ostateczne zakończenie i uniewinnienie mojego męża w sądzie. Cztery lata temu wydarzył się pożar, w którym straty oceniono na ok. 1,5 miliona złotych. Mój mąż stracił swój zakład i zostaliśmy też miejsca pracy. To było traumatyczne przeżycie. Niestety pojawiły się osoby, które chciały na tej tragedii zarobić. Dzięki modlitwie zawierzenia Jezusowi sprawa została umorzona, a dzięki św. Józefowi mój mąż znalazł w ciągu miesiąca bardzo dobre miejsce do pracy. Po roku jednak wszystko wróciło, tzn. sprawa poszła do sądu i kłamstwa, które przyszło nam słuchać były nieprawdopodobne. I wtedy pojawił się ojciec Wenanty. Od tego czasu zaczęłam modlić się przez wstawiennictwo ojca Wenantego i muszę przyznać, że czułam jego opiekę i wiedziałam, że będzie dobrze. Trochę to trwało, bo kolejne 2,5 roku sprawa się toczyła, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Mam nadzieję, że to już za nami. Chwała Panu Bogu, za to, że daje nam takich cudownych orędowników i Chwała Niepokalanej Matce, że prowadzi nas do nich. I jeszcze jedno…, na dowód, że ojciec Wenanty pomógł nam było to, że w tym roku odwiedziliśmy jego grób w Kalwarii Pacławskiej, co dla mnie było wielkim pragnieniem serca. Jesteśmy ze Szczecina, więc to była wyprawa. Chwała Panu Bogu.
Modlę się jeszcze o cud uzdrowienia dla naszego przyjaciela Marka, jest bardzo źle, lekarze rozkładają ręce, ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Ojcze Wenanty z serca dziękuję.

Dorota