Po tragicznej śmierci mojego taty – moje życiowe sprawy kolejno zaczęły się pogarszać. Sytuacja mojego męża też uległa znacznemu pogorszeniu. Najpierw upadła firma mojego męża, której był właścicielem i która stanowiła główne źródło naszego utrzymania. Mąż blisko dwa lata pozostawał bez pracy, a nasza rodzina pogrążała się w długach. Do tego doszły problemy ze spłatą kredytu hipotecznego. Długi rosły. W przeciągu dwóch lat dwukrotnie nasz syn był leczony w szpitalu: ostre powikłania po ospie wietrznej i silna reakcja alergiczna. W mojej pracy pojawiły się kłopoty – zostałam zaatakowana słownie przez rodziców uczniów mojej nowej klasy i niewiele brakowało, a straciłabym pracę w szkole. Rodzice napisali pismo do burmistrza oczerniające moją osobę, była w nim prośba o zwolnienie mnie ze stanowiska nauczyciela. W ostatniej chwili podanie zostało wycofane. Wraz z mężem znaleźliśmy się w bardzo trudnej i patowej sytuacji. Szukaliśmy różnych wyjść – ale każde okazywało się gorsze od poprzedniego. Po pewnym czasie wyszła na jaw skrywana do tej pory wrogość, a nawet nienawiść ze strony mojego rodzeństwa skierowana na mnie i moją rodzinę. Stałam się z mężem pośmiewiskiem rodziny, ,,czarnymi owcami”, ludźmi niezaradnymi, którzy z własnej winy znaleźli się w tak trudnym położeniu. W oczach wszystkich staliśmy się winni wszystkiemu, odmawiano nam jakiekolwiek pomocy. Miesiąc przed końcem roku szkolnego mój brat wyrzucił mnie i moją rodzinę z mojego rodzinnego domu, grożąc śmiercią, jeśli kiedykolwiek mój mąż postawi nogę za jego próg. To ,,wyrzucenie” miało raczej charakter symboliczny, bo z mężem mamy własne mieszkanie. Ten gest miał oznaczać, że po śmierci taty nie mam czego szukać w rodzinie i domu rodzinnym. Muszę dodać, że byłam ukochanym dzieckiem taty, a brat nienawidził go. Zostaliśmy sami. Odtrąceni, pogardzeni i wyrzuceni poza okrąg rodziny. Wtedy pewnego dnia w szkole jedna z nauczycielek, z którą jestem w dobrych relacjach, ale bez zażyłości, pożyczyła mi książkę o Ojcu Wenantym Katarzyńcu i modlitewnik z nowenną. Powiedziała przy tym: ten święty jest dla ciebie. Módl się do niego, pomoże ci. Moje zaskoczenie było ogromne, gdyż ona nic nie wiedziała o moich problemach – z wyjątkiem tego, że mój syn ma ostrą postać alergii (mógł jeść tylko cztery produkty). Książkę o Wenantym przeczytałam jednego wieczora. Potem drugi raz. Nowennę i różaniec z Wenantym Katarzyńcem odmawiam codziennie od roku. Kiedy przeczytałam tę książkę pierwszy raz – bardzo się wzruszyłam, długo płakałam. Emocje wzięły górę. Błagałam wtedy Ojca Wenantego o uzdrowienie mojego dziecka i, stało się to nagle, mój syn od tamtej chwili może jeść wszystko bez reakcji alergicznej i pierwszy raz w życiu ma zdrową, piękną skórę. Uważam to za cud i tak to nazywam, gdy opowiadam o Wenantym innym ludziom. Bardzo proszę Ojca Wenantego o pomyślne i szybkie załatwienie naszych spraw bankowych, spłaty długów, abyśmy mogli godnie i spokojnie żyć, nie martwiąc się o jutro. Wierzymy z mężem, że Ojciec Wenanty i teraz nas nie opuści i pomoże nam. Chcę dodać, że jest to jedyny święty, który mnie tak bardzo urzekł. Urzekająca jest historia jego życia, postawa, naśladowanie Chrystusa i cuda, które dzieją się za jego wstawiennictwem (i tak szybko działa!). Dla mnie Ojciec Wenanty Katarzyniec jest świętą osobą, jest Przyjacielem i czuję, jakbym znała go od zawsze. Rok temu przyrzekłam Wenantemu, że przyjadę do niego do Kalwarii Pacławskiej, podziękuję mu za otrzymane łaski. Tak bardzo mi pomógł i nadal pomaga. Jutro wyjeżdżamy: ja, mój mąż i syn do Kalwarii Pacławskiej.

Małgorzata