Chciałam złożyć świadectwo o wielkiej hojności Ojca Wenantego, o którą prosiłam dla kogoś, dla osoby bardzo mi bliskiej, która miała wielkie problemy finansowe, także gospodarcze w swoim domu. Chodzi o moją siostrę, która ma gospodarstwo rolne w trakcie likwidacji. Zaplanowana likwidacja gospodarstwa miała być na przełomie marca i kwietnia po pierwszym kwartale 2020 r. W związku z wybuchem pandemii koronawirusa sprawy zaczęły się wydłużać. Pojawiły się nieplanowane bardzo wysokie wydatki. (Krowy w tym gospodarstwie były sukcesywnie wyprzedawane od ok. listopada 2019 r.). W miesiącu kwietniu, jak było zaplanowane, nie powinno już być żadnych zwierząt w tym gospodarstwie. W związku z pandemią sprzedaż zatrzymała się. Nikt nie odpowiadał na ogłoszenia. Nikt nie pojawiał się w związku z kupnem zwierząt. Spadło zupełnie zainteresowanie. Wybuch pandemii miał też bardzo duży i niekorzystny wpływ na ilość żywności dla zwierząt. Okazało się, że w połowie maja w dalszym ciągu jest 11 sztuk do sprzedaży. A magazyn prawie pusty. Zapasy spadły do zera. W związku suszą, jaka była w maju tego roku nawet nie można było kosić traw ze względu na nieurodzaj. Moja siostra, praktycznie sama prowadzi to gospodarstwo, bo mąż alkoholik bez cienia stabilności ani pomocy w domu. Ale to inna historia. A o tych wszystkich trudnościach dowiedziałam się 8 maja 2020 i obiecałam modlitwę. Nazwałam to żartobliwie, że zwrócę się z prośbą do mojego przyjaciela Wenantego, który pomagał mi już wcześniej. Przez miesiąc czasu modliłam się Nowenną do Ojca Wenantego o pomoc. Nie, żeby traktować jego pomoc jak „bankomat”, ale prosiłam o wskazówki. Prosiłam o nawrócenie w tej rodzinie. Po miesiącu modlitwy Nowenną (czyli były to 3 Nowenny) zadzwoniłam do mojej siostry i zapytałam, co u nich. Zapytałam też, co nowego w gospodarstwie. Nie oczekiwałam żadnych nowości bo przecież nie wiedziałam, czy możemy uzyskać jakąkolwiek łaskę. Okazało się, że w ciągu tego miesiąca czasu z 11 sztuk, zostały tylko 3 krowy. Bardzo się ucieszyłam, że moja biedna prośba, może nie dość gorliwa, wręcz nieudaczna – została wysłuchana. Ucieszyłam się nie z moich zasług, ale z Wielkiego Miłosierdzia Bożego. Z wielkiego wstawiennictwa tego pokornego Sługi Bożego. Rozpłakałam się jak dziecko po tej rozmowie. Nie oczekiwałam tak natychmiastowej ingerencji świętych w nasze ludzkie sprawy. Każda jedna rzecz, którą szczerze ofiarujemy Panu, żeby była najbardziej zagmatwana, a sprawy i w naszym pojęciu nie do rozwiązania, wszystko ułoży się po najlepszej myśli, bo to Myśl Boża. Nie bójmy się ofiarować swoich problemów, nie bójmy się ofiarować swoich obaw, bo to wszystko już od dawna zaplanowane jest w jaki sposób ma być rozwiązane. Chwała Panu za Wstawiennictwem Ojca Wenantego.

 Elżbieta