„W V niedzielę Wielkiego Postu Roku Pańskiego 2020, modląc się o beatyfikację o. Wenantego Katarzyńca, jego orędownictwu u Pana Boga powierzam całą przemyską Archidiecezję, prosząc o potrzebne łaski dla jej mieszkańców, szczególnie w obronie przed epidemią i dar życia w łasce Bożej”. Ta prośba metropolity przemyskiego abp. Adama Szala, pod datą 29 marca 2020 r., znajduje się w „Księdze Próśb i Podziękowań”, która wyłożona jest przy grobie sługi Bożego Ojca Wenantego Katarzyńca w Kalwarii Pacławskiej. Po zakończonej Eucharystii w intencji szybkiej beatyfikacji Sługi Bożego, Metropolita Przemyski długo modlił się przy jego grobie.

Wydarzenie miało miejsce następnego dnia po 28 a kilka dni przed 31 marca i, wydawać by się mogło, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że te dwie daty mają jednak swoje znaczenie.

Prawie niezauważalnie, cicho i bez większego rozgłosu, minęły w marcu br. dwie ważne dla naszej przemyskiej archidiecezji rocznice śmierci. Z czysto ludzkiego punktu widzenia można powiedzieć, no cóż, śmierć jak każda inna, wcześniej czy później musi nastąpić. Jednak te rocznice, chociaż nie okrągłe, ani jubileuszowe – dla mnie każda jest ważna i niepowtarzalna – skrywają w sobie niezwykłe osobowości.

28 marca minęła 96. rocznica śmierci (1924 r.) św. Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa przemyskiego, którego relikwie spoczywają w katedrze obrządku łacińskiego w Przemyślu i otaczane są kultem. 31 marca natomiast minęła 99. rocznica śmierci (1921 r.) sługi Bożego Ojca Wenantego Katarzyńca, franciszkanina, którego grób znajduje się w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej w Kalwarii Pacławskiej, 25 km na południe od Przemyśla, a która jest w ostatnim czasie miejscem modlitwy coraz większej liczby pielgrzymów.

Nie wiem, czy Święty Biskup i Sługa Boży spotkali się kiedykolwiek w życiu doczesnym. Faktem jednak jest to, że jeden i drugi żyli na przełomie XIX i XX w., jak również i to, że jeden i drugi pielgrzymowali na Kalwaryjskie Wzgórze i przemierzali Dróżki Pana Jezusa i Matki Bożej. W życiorysie bp Pelczar napisał: „…13 sierpnia 1861 podążyłem pieszo z Przemyśla na Kalwarię Pacławską, gdzie widziałem pogrzeb Matki Boskiej…”. A w innym miejscu czytamy: „…13-15 sierpnia 1899 pracowałem na Kalwarii Pacławskiej, gdzie wybierzmowałem 1900 osób”. Ojciec Wenanty natomiast  wiele razy spędzał czas na Kalwarii Pacławskiej, najpierw jako student franciszkański podczas wakacji, później jako wychowawca kleryków, a w ostatnich miesiącach swego życia jako gorliwy duszpasterz. Obaj ci wielcy mężowie, giganci duchowości chrześcijańskiej, żyli w czasie, kiedy Europę dziesiątkowała epidemia „hiszpanki”. Obaj również zakończyli swoje życie doczesne na terenie diecezji przemyskiej, w czasowej odległości zaledwie trzech lat.

Połączyło ich życie wieczne, do którego zmierzali i którego bardzo pragnęli. W zapiskach św. Józefa Sebastiana Pelczara możemy znaleźć, m.in., takie słowa: „Oddaję się całkiem poznaniu życia wewnętrznego, skąd wiele światła i pociech odnoszę”. A na kilka dni przed śmiercią powiedział: „Jeżeli wolą Bożą jest, aby ta choroba była ostatnią w moim życiu, gotów jestem na śmierć, na którą zresztą całe życie się gotowałem”. Natomiast Ojciec Wenanty zanotował: „Najwięcej umacnia nas na drodze cnoty wiara w niebo, wiara w szczęście. Jeśli żywą wiarę w niebo mieć będziemy, wówczas nie będą nam wydawały się trudne przykazania Boże, ani przepisy doskonałości chrześcijańskiej, ani modlitwy, ani posty, ani cierpienia”. A na innym miejscu czytamy: „Jest to rzecz pewna, że posiądę Boga w wieczności, jeśli służyć Mu będę w czasie. Rzecz to pewna, że skoro ja całkiem oddam się Bogu, Bóg cały odda się mnie”.

Św. Józef Sebastian Pelczar był mistrzem życia duchowego nie tylko w swoich czasach. Jego głęboka duchowość, która bazowała również na duchowości franciszkańskiej (wstąpił do III Zakonu św. Franciszka w 1893 r.) nadal inspiruje i zachęca do życia zatopionego w Bogu, a szczególnie w Eucharystycznym Sercu Jezusa, które jest źródłem świętości.

Wyrazem troski Świętego o dobro powierzonych Mu dusz było m.in. poświęcenie diecezji Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Matce Najświętszej, liczne wizytacje parafii w celu zachęcenia wiernych do ożywienia w sobie ducha wiary oraz niezmiernie aktywna działalność dla wzmocnienia karności duchowieństwa i podniesienia poziomu życia religijnego. Będąc gorącym czcicielem Najświętszego Sakramentu św. Józef Sebastian Pelczar zachęcał wiernych do udziału w czterdziestogodzinnych nabożeństwach i do częstej adoracji. W tym celu polecił, by kościoły przez dłuższy czas pozostawały otwarte w ciągu dnia.

Podobna myśl przyświecała słudze Bożemu Ojcu Wenantemu. Jako wychowawca nowicjuszy i kleryków bardzo często powtarzał swoim wychowankom: „Kościoły nie powinny być zamykane. Niechby zawsze dostęp był do nich możliwy, wtedy znalazłyby się dusze, które by adorowały Pana Jezusa. Lękają się kradzieży? Ależ wystarczy ubogiemu a uczciwemu dziadkowi dać posiłek i jako tako go ubrać, a pilnować będzie…”.

W dobie ogólnoświatowej pandemii kościoły są zamykane ze względu na „bezpieczeństwo”. Człowiek odcięty od Źródła umiera, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim, i to jest chyba najtragiczniejsze, duchowo. Najpiękniejsza transmisja i wirtualna rzeczywistość nie zastąpi Żywego Słowa i Prawdziwego Pokarmu przy Źródle Jezusowym. Czy nie oddalamy się od Źródła? Chociaż może nie ma w tym naszej bezpośredniej winy. Czy jest jakieś rozwiązanie w tej trudnej sytuacji? Źródło bowiem nigdy się nie oddala, ono ciągle jest w tym samym miejscu, to my oddalamy się od Źródła.

Św. Józef Sebastian Pelczar pozostawił po sobie wiele rozpraw historycznych, ascetycznych i teologicznych. Wśród nich znajduje się monumentalne dzieło „Życie duchowe, czyli doskonałość chrześcijańska”, które doczekało się kilku wydań jeszcze za życia autora. Dzisiaj jest zapomniane przez wielu. Można jeszcze je odnaleźć na półkach bibliotek seminaryjnych, czy w starych klasztorach. Zepchnięte na margines, pośród staroci, zastępowane są przez dzieła współczesnych ojców duchowych.

W kalwaryjskiej klasztornej bibliotece odnajduję „Życie duchowne, czyli doskonałość chrześcijańska” – napisał je ks. Józef Pelczar, to wydanie czwarte, nakładem autora, 1886 r. Dzieło dobrze zachowane, napisane piękną starą polszczyzną, widać, że było używane. Delikatne gdzieniegdzie podkreślenia ołówkiem świadczą o ważności treści i słów dla czytającego. Być może z tego dzieła korzystał Ojciec Wenanty Katarzyniec w czasie letniej kanikuły. W jego notatkach bowiem odnajdujemy zapiski i streszczenia cennych myśli i rad Świętego Biskupa. Widocznie były one dla niego bardzo ważne. Nie tylko utwierdzały go w obranej drodze do świętości, ale pomagały mu w codziennych zmaganiach chrześcijańskiego, zakonnego i kapłańskiego powołania i być może w trudnych momentach europejskiej epidemii w tamtych czasach.

W zapiskach Ojca Wenantego możemy odnaleźć myśli bp Pelczara związane z modlitwą, umartwieniem, spowiedzią, oziębłością serca, wyrzeczeniem się świata, pokusą, pokorą, wiarą, nadzieją, miłością do Boga i bliźniego, wytrwałością w trudnych chwilach i ratunkiem, który odnajdujemy w sakramentach świętych. Nie sposób w tej krótkiej refleksji zająć się wszystkimi tematami. Chciałbym jedynie przytoczyć kilka myśli tyczących się modlitwy. Wydaje mi się bowiem, że dzisiaj, w dobie „tęsknoty” za spotkaniem z Żywym Słowem przy Źródle, warto spojrzeć na swoją modlitwę oczami św. Józefa Sebastiana Pelczara i sługi Bożego Ojca Wenantego Katarzyńca, które pomogą – taką mam nadzieję – przetrwać każdą kwarantannę i odosobnienie.

„Modlitwa jest kluczem do skrzyni miłosierdzia Bożego. Modlitwa jest miłym posłem u króla, tak iż wstępuje kiedykolwiek do jego komnaty i wszelkie prośby przedkłada, nie lękając się odmowy”.

„Pan Jezus kazał nam modlić się ustawiczne. Ale czy to możliwe? Niemożliwe w tym życiu. Można jednakże zadośćuczynić temu przykazaniu przez ustawiczną tęsknotę za Bogiem, przez rozpoczęcie i zakończenie dnia modlitwą”.

„Jak piórko czyste i suche za najmniejszym powiewem wiatru do góry wzlatuje, tak dusza na modlitwie, jeżeli jest oswobodzona od ciężarów ziemskich, łatwo do Boga się podnosi”.

„Staraj się uwolnić duszę swą od licznych zachcianek, bo jeżeli chcesz być doskonałym i świętym, musisz mieć tylko jedno pragnienie: podobać się Bogu”.

„Módlmy się z pokorą, jeśli chcemy być wysłuchani”.

„Jeżeli dusza czuje się przygnębiona wewnętrzną oschłością, niechaj w modlitwie zstąpi do nicości, a przy tym poddaje się z ufnością woli Bożej. Niech trwa w obecności Boga, jak biedny poddany przed królem”.

„Dusza niech będzie małym niebem, gdzie Bóg z całym swym dworem może mieszkać, nie masz bowiem czystszej budowli nad duszę czystą i napełnioną cnotami”.

 o.Edward Staniukiewicz, franciszkanin