Moja przygoda ze sługą Bożym ojcem Wenantym Katarzyńcem rozpoczyna się w październiku 2018 roku. Było to krótko po rozpoczęciu przeze mnie nowicjatu w Zakonie Braci Mniejszych. Mama mojego współbrata kursowego wysłała mu biografię ojca Wenantego autorstwa pana Terlikowskiego. Po przeczytaniu tej książki zafascynowałem się jego postacią. Bardzo pociągał mnie jego przykład życia jako zakonnika. Miał wyraźny wpływ na moją formację w trakcie nowicjatu. W listopadzie pozwolono mi zatelefonować do domu. Dowiedziałem się wtedy o kłopotach finansowych, z jakimi spotkali się moi rodzice. Musieli oni spłacić kwotę 6,5 tysiąca złotych w wyniku komplikacji z ubezpieczeniem samochodu. To był pierwszy moment, gdy trudną sprawę ofiarowaliśmy wspólnie wstawiennictwu ojca Wenantego. Opowiedziałem przy okazji nieco o historii i osobie sługi Bożego. W wyniku tej modlitwy co prawda kwota się nie zmieniła, jednak spłata rozłożona na raty nie była aż tak uciążliwa. Krótko po tych wydarzeniach dotarła do mnie informacja o poważnej kontuzji mojego brata. Na treningu zerwał on więzadło kolanowe i była konieczna operacja, by mógł z powrotem wrócić do gry w szkole sportowej. Jej cena wynosiła kilkanaście tysięcy złotych i z początkowych informacji wynikało, że tego typu zabiegi nie są refundowane. Znów poleciliśmy sprawę słudze Bożemu ojcu Wenantemu. Po pewnym czasie znów dowiedziałem się, że nie dość, że cena operacji znacznie spadła to jeszcze w większości będzie pokryta z funduszu. W tym czasie grupka młodzieży z duszpasterstwa na Górze św. Anny zorganizowała w swojej parafii sprzedaż ciasta, które sama zrobiła. Cały dochód przeznaczono właśnie na tą operację. Było to około 2 tysięcy złotych. Był to kolejny raz, kiedy sługa Boży nam wyraźnie pomógł. Przez cały ten okres starałem się modlić nowenną do sługi Bożego ojca Wenantego. Pod koniec nowicjatu współbrat znalazł w naszej bibliotece książkę na podstawie wspomnień spisanych przez Alfonsa Kolbego. Kolejną biografię ojca Wenantego również przeczytaliśmy. W pewnym sensie zaczął on się stawać cichym patronem naszego kursu. W tej też książce znalazłem modlitwę o rychłą beatyfikację, którą zacząłem odmawiać. Książka ta pokazała mi jeszcze szerzej postać sługi Bożego. Starałem się go jeszcze bardziej naśladować. Bardzo zafascynował mnie też w kwestii stałości w dotrzymywaniu ślubów zakonnych, do których sam się przygotowywałem. Niesamowicie pokorny, cierpliwie znoszący umartwienia i cierpienia w chorobie. Mimo tych wszystkich trudności wciąż wypełniał swoje obowiązki duszpasterskie i wciąż fascynował ludzi swoją postawą. Całym swoim życiem też był ukierunkowany na Boga. Był wręcz zatopiony w modlitwie. Te cechy ojca Wenantego zainteresowały mnie najbardziej. Pokazał on mi i mojej rodzinie jak bardzo skuteczne jest jego wstawiennictwo i właściwie od tego momentu każdą trudną sprawę powierzamy jego modlitwie. Okazało się, że jest pomocny nie tylko w sprawach finansowych. Jestem aktualnie klerykiem w Seminarium Franciszkańskim we Wrocławiu i powierzyłem ojcu Wenantemu swoje studia. Swoją pomoc pokazał w tracie  pierwszej sesji, kiedy dużo się do niego modliłem i udało się szczęśliwie zdać wszystkie egzaminy. W nowicjacie postanowiłem, że w formie podziękowania za pomoc będę szerzył kult Sługi Bożego Ojca Wenantego Katarzyńca. Udało mi się nabyć już trzy książki, które porozdawałem, a kolejną którą dostałem, również oddałem do przeczytania. Gdzie mogę opowiadam historię jego i tego co zrobił dla mojej rodziny.

fr. Józef Adam OFM

W tym świadectwie zawarłem również skrócone świadectwo mojej rodziny. Jest to nasz skromy dar jaki chcemy oddać Ojcu Wenantemu za to co dla nas zrobił.