2 czerwca 1914 r., po trzecim roku teologii, diakon Wenanty Katarzyniec otrzymuje święcenia kapłańskie z rąk bpa Anatola Nowaka w kaplicy Matki Bożej Bolesnej w kościele franciszkanów w Krakowie. W liście do rodziców, który wysłał klika miesięcy przed święceniami (12.10.1913 r.) napisał, m.in.: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Najdrożsi Rodzice! […] Za dwa lata, a może za rok mam przyjąć święcenia kapłańskie. Obym mógł je przyjąć jak najgodniej! Proście za mną o to Pana Boga – żebym, jeżeli mam zostać kapłanem, był dobrym i świątobliwym kapłanem. Na prymicye przyjechałbym do Was (kiedy to będzie, nie wiem) […] Pozdrawiam serdecznie wszystkich krewnych i znajomych i całuję ręce Wasze. Kochający syn, Wenanty, Franciszkanin.

Parafianie z Czyszek k. Lwowa, gdzie został zaraz po święceniach skierowany Ojciec Wenanty na swoją pierwszą placówkę, tak wspominają swojego młodego kapłana (26 l.): „Pod wpływem ojca Wenantego jako spowiednika zaczęłam już w tak młodzieńczym wieku uczęszczać prawie codziennie do komunii św. Jego porady i wskazówki duchowne wywarły na mnie wpływ tak silny, że do dzisiejszego dnia, mając już 34 lata życia, żyję nimi i wiernie chodzę często do spowiedzi św. i codziennie przystępuję do Stołu Pańskiego. Nie wiem, czybym tak postępowała od wczesnej młodości, gdybym była nie otrzymała zbawiennych wskazówek od ojca Wenantego. (Michalina Kępa)

„Bardzo dużo spowiadał i wobec penitentów był wyrozumiały i wielce cierpliwy, na każde zawołanie był zawsze gotowy zasiąść do konfesjonału, choć nieraz miał inne pilne zajęcie. Nigdy nie można było w nim zauważyć jakiegokolwiek zniecierpliwienia, nawet w chwilach, kiedy inny na jego miejscu silnie by się podenerwował. Nieraz, czy było to jeszcze w Czyszkach, czy później we Lwowie, gdy przygodnie, głównie w porze popołudniowej, wstępowałam do kościoła, zastawałam ojca Wenantego klęczącego przed tabernakulum w bardzo pokornej i skupionej postawie, co mnie wielce pociągało do pobożności, a nawet silnie rozrzewniało. Muszę się przyznać, iż budziła się we mnie także zazdrość: czemu ja się tak nie umiem modlić jak ojciec Wenanty. (Agata Lecyk)

„Moim tytułem dla niego było: Nasz ksiądz święty. Toteż nieraz głośno wypowiadałam czy to w kuchni, czy gdzie indziej: Nasz ksiądz święty nigdy się nie pogniewa… nigdy nie grymasi… zawsze zadowolony. Żeby to inni księża tacy byli, byłoby niebo na ziemi. (Teresa Pałka)

oes