Grudzień – Obraz-wotum jak na „zamówienie”

Poniżej opisane wydarzenia miały miejsce od kwietnia do sierpnia 2018 roku.
Któregoś dnia, w połowie kwietnia mama powiedziała mi, że jest jakiś „nowy święty” Wenanty, który pomaga ludziom i to bardzo szybko. Mama sama za dużo jeszcze o nim nie wtedy nie wiedziała, więc mając w zwyczaju, poczytałam o nim w intrenecie, po czym usiadłam przed jego zdjęciem i na głos poprosiłam o pomoc w wielu sprawach. W zamian obiecałam, że zgłoszę dokonane cuda i namaluję jego portret. Wyliczałam mnóstwo problemów dotyczących mnie i moich bliskich i nagle w głowie pojawiło mi się pytanie:
– Ale co z tego wszystkiego jest najważniejsze?
Zaskoczyło mnie to i urwał mi się tok myślowy. Pomyślałam bez wahania:
– Zdrowie mojej mamy.
Następnego dnia mama zadzwoniła do mnie:
– Magda! Kolano mnie przestało boleć. Leżałam na wersalce i nagle poczułam ciepły dotyk na kolanie i ból zniknął. To chyba Matka Boska!
Mnie kompletnie zatkało i mówię:
– To nie Matka Boska, to Wenanty.
– Ale ja się nie modliłam do Wenantego – mówi mama.
– Ale ja się modliłam – odpowiedziałam.
Od tej pory ten wieloletni ból kolana nigdy nie wrócił.
Za malowanie portretu Wenantego wzięłam się jakieś dwa miesiące później, podczas odwiedzin w Polsce. Przywiozłam ze sobą trochę farb, ale za mało, żeby wystarczyło na duży portret. Zajrzałam do szafy, gdzie trzymałam farby, kiedy chodziłam do szkoły plastycznej jakieś 25 lat temu. Byłam pewna, że wszystkie akrylowe farby już dawno wyschły, ale ku mojemu zaskoczeniu kilka farb było jak nowe. Akurat te farby, które były potrzebne do namalowania obrazu!
Zaczęłam szkicować na płótnie i od razu pierwszej nocy przyśniło mi się, że maluję winogrona wokół postaci Wenantego. Opowiedziałam sen mojej mamie, ale ona była bardzo sceptyczna, w sumie ja też, pomyślałam, że wyjdzie z tego straszny kicz. Jednak nie dawało mi to spokoju więc patrząc na zdjęcie Wenantego spytałam:
Mam malować te winogrona czy nie?
– Tak.
– A kłosy i jakieś inne elementy?
– Nie, same winogrona i liście.
– Ale jakoś z tyłu postaci, u dołu czy u góry?
– Wokół krawędzi obrazu na pierwszym planie, jakby rama z winogron.
– A jaki gatunek, niebieskie, zielone?
– Niebieskie, takie jak w Polsce rosną.
Powyższy dialog pojawił mi się w głowie w postaci klarownych myśli, co do których nie miałam żadnych wątpliwości. To znaczy same odpowiedzi były myślami, bo pytania zadawałam na głos. Odpowiedzi przychodziły natychmiast.
Miałam też kilka innych pytań o to jak ten obraz ma wyglądać. Na wszystkie dostałam dokładne odpowiedzi. To było jak malowanie obrazu na zamówienie! Na przykład nie wiedziałam jaki kolor oczu miał Wenanty, bo wszystkie zdjęcia są czarnobiałe, więc spytałam. Odpowiedź: szarozielone. Dowiedziałam się też, że obraz ma być realistyczny, a za głową ma być światło, ale tylko do połowy uszu, wyżej nie.
Po cudzie z kolanem mama poprosiła Wenantego o pomoc mojemu bratu w znalezieniu lepszej pracy. Kilka tygodni później dostał taką pracę, że teraz zarabia prawie trzy razy więcej!
Mama modliła się też w sprawie mojej siostry, o pomoc w znalezieniu mieszkania w dobrej cenie i lokalizacji w Szwajcarii. Mieszkanie znalazło się prawie od razu. Ogromne, piękne, świeżo po remoncie, tanie, z balkonem, wielkim tarasem z widokiem na Alpy i pięć minut na piechotę do pracy! Moja siostra nic nie wiedząc o tym, że na obrazie Wenantego są winogrona, powiedziała mi:
– Wenanty zamieszkał u mnie w winogronowym raju!
Kompletnie mnie zatkało i ją też, jak jej powiedziałam o winogronach. Okazuje się, że pod jej tarasem i wokół domu rośnie pełno winogron.
Poszukałam znaczenia winorośli w symbolice chrześcijańskiej: Eucharystia, raj, bogactwo, Chrystus, Izrael, nieśmiertelność, pomoc bliźniemu, zaślubiny, liście winogron oznaczają życie. Wydaje mi się, że to rzeczywiście pasuje do postaci Wenantego, tego kim był i co sobą reprezentował.
Od siebie chcę jeszcze dodać, ze zawsze kiedy „rozmawiam” z Wenantym nagle czuję pokój i radość. Również kiedy o nim myślę, mówię i podczas malowania go. Tak jakbym była w obecności dobrego przyjaciela, nie jakiegoś nadętego świętego, tylko skromnego człowieka co komunikuje się w bezpośredni sposób i nie ocenia mnie.

Magda, Coffeeville MS, USA, lipiec 2018 r.

20 grudnia 2018|